czwartek, 9 lipca 2009

2

Nie wiem czego chce, a co gorsza nie wiem też czego nie chce. 

poniedziałek, 29 czerwca 2009

1

Decyzja została podjęta. Pare dni temu, spontanicznie i trafnie. Francuska melodyjka idzie w odstawkę. Oto przede mną stoi, materialny mój ulubiony obraz. Wpatrywanie się w niego przynosi mi satysfakcję, której od dawna nie mialem okazji zaznać. Jest tak namacalny, że usta mi się rozwierają. Rozwierają. Ja ten obraz całuję. On ani myśli mi się opierać. Odcięty od żeczywistości, ale w niej zanurzony. W fabrykanckiej otoczce. Świadomy i podniecający. Milczący i ja milczący. Bezwietrzenie z komarami i z żydem rozdzieranym przez dwóch ssmanów w ramach spełnienia życzeń. Wygrywa ten po lewej i śmieje się. Głośno. Drugi też się smieje, bo koledze tym razem się poszczęściło. Doskonale wie, że nie ma się czym martwić. Przed krematorium otoczonym dokoła makami polnymi. Kolejka długa jest. Kolejny żyd posłuży za obojczyk indyczy i może w tej wesołej zabawie tym razem jemu się poszczęsci a nie hansowi. Hans w zeszlym tygodniu mial to szczescie i z Johanem spór o spełnienie życzenia wygrał. Zabawy potem nie było końca gdy spełniło sie za sprawą jahwego życzenie Hansa o tym, żeby się dziewczyny z bloku pielegniarskiego na piszczotliwe podszczypywanie zgodziły. A jak się śmiały wniebogłosy. Od tego czasu moi drodzy nazywamy takie śmiechy "boki zrywać". Trafne nadwyraz.

niedziela, 21 czerwca 2009

bon choix


Stojąc między wielkim masturbatorem a la valse d'amelie wypalam waleta, popijam budweiser'em. Myślę sobie, Serge co Ty byś zrobił?
Ach kobiety. Ja dla was wszystko. Takie nęcące, oczy mi wypalacie. I we mnie takie skrajności znajdujecie. Pojebanego ze mnie robicie. Wy tak perfidnie wykorzystujecie swoją kobiecość i moją godność i mój męski umysł.
  


 
Salvador Dali, Wielki Masturbator

niedziela, 14 czerwca 2009

Criez mon nom plus fort

Zakładam okulary -1 na lewe oko. Byłbym szalenie modny gdyby to były rajbany zerówki a za nimi szkła kontaktowe co nadałyby moim oczom wampirzą barwę. Widzę więc znacznie lepiej. Leżę na wznak i w głowie słyszę jak mi Soko śpiewa o jej wilgotnych snach. Przed oczyma zamkniętymi pojawią mi się co chwila psy liżące się po jajach i dzieci z Etiopii z ciążą głodową i muchami latającymi wokół głowy, mieszkające w szałasach z krowiego gówna, i w ogóle otoczone gównem zewsząd. To pomocne, w momencie otwarcia oczu bowiem zbliżam się do hepiendu nazbyt szybko. Mówie sobie "nie spal żyda, Jack. Zamknij oczy, te obleśnie psy liżące się po jajach, te dzieci z Etiopii je głaszczą, a te psy liżą je po piętach. Pamiętasz? Zamknij więc kurwa oczy." I zamykam, mózg mi się przełącza na podświadomość. Żywotny głośnik napierdala coraz głośniej, teraz jest ten moment "I LOVE YOUR DICK". Dobra stacja, antena dobrze się sprawuje.

sobota, 13 czerwca 2009

Shopper Magazine is a magazine based in Beijing,China. We are a printing magazine(monthly issued),
focusing on high-street brands,young fashion style,fashion business and pop culture of China and abroad.
Please contact outsidershirley@gmail.com if you're interested in our magazine.

czwartek, 9 kwietnia 2009

Je passe par des changements

Siedzę, trzymam w palcach prawej dłoni papierosa. Między wskazującym a fakiem. Strząsam popiół do szklanej popielniczki. I opowiadam. Doglądam przez dym twoich oczu i twoich. Chcę widzieć czy słuchacie. Little less conversation leci z jakiegoś sprzętu do odtwarzania. Wcale nie wpływa to zbyt szczególnie na klimat mojej opowieści. Leci bo leci. Potem się zmienia piosenka na opalizującą w oknie wersję wonderful world. Potem się już nie skupiam. Nie wiem czemu, nic interesującego się nie dzieje. Wszystko nudne, wszystko tak mało mnie porywa. Ale czuję, że się poce. Poce się bo opowiadam. Jestem gejzerem dowcipu, Ty sluchasz a ja znów zapalam. Butelka twist off odkrecona. Wypijam wszystko co bylo w szyjce i jeszcze trochę z pojemnika właściwego. Zaraz wychyle do końca, jeszcze ze dwa podejścia. Dym gęstnieje, trzy zapalone już papierosy nad stolikiem, strasznie śmierdzi. Boli mnie od tego głowa. Wchodzą dwie dziewczynki. Patrze. Czemu nie wchodzisz Ty? Przecież jesteś ich koleżnkom widziałem na naszej klasie. Kupują w szklance i idą na taras. Nie wiem czy by mi się chcialo siedzieć w taką pogodę na tarasie. Nie to, że jest brzydko. Ale już pod wieczór jest troche chłodno. Ale wiesz? Gdybyś Ty weszła nawet później, to bym wyszedł i na taras, i bym tam usiadł. Ale to później. Bo opowiadam, a dym gęstnieje. Piję póki czuję po butelce, że jest jeszcze zimne. To jest taka przerwa na odświeżenie w głowie fabuły. Wtedy sie nie rozglądam. Tylko patrze jak sie przelewa przez szyjkę. A w głowie układa mi się dokładnie co mam mówić. Potem i tak to wszystko poprawiam, także brzmi tak samo dobrze, jak dobrze wcześniejsza wersja brzmiała w mojej głowie. Nauczyłem się już. Już pamietam, że to co jest w twojej głowie zazwyczaj brzmi lepiejniż w chwili gdy już wibruje w powietrzu, a bębenek tymi wibracjami pobudzony, porusza układem kosteczek słuchowych. Dlatego już tego nie robie. Głupota brzmi lepiej niż, wymodzona, ułożona mądrość.

..

butelka odstawiona, stoi obok dloni z kolejnym papierosem. Usta mi się ruszają, wykrzywiają, żeby tylko dźwięk dobry mi wyszedl. Ty sluchasz, a Ty się już zbierasz. Coś tam mówisz, że "cześć". Ale pamiętasz, na początku bylo ciężej, tak jakoś mi na język nic nie przychodziło. Ale teraz. Teraz! Teraz jest temat pierwsza klasa. Ja mówie i jest zainteresowanie. Ty mówisz, że "cześć", ale widzę. Widzę ubolewanie na Twojej twarzy, że idziesz. Bo się narysowalo Ci na oczach, że chcesz jeszcze słuchać. Ale ja Ci nie powiem "zostań". Dopóki jeszcze Ty mnie bedziesz słuchać. Ja za sobą nigdzie nikogo ciągnąć nie będę. Ja zmienie temat, w między czasie sprawnie opróżnię butelkę. Papieros ląduje w popielniczce. Moje oczy lądują na wchodzących ludziach. Nawet nie wiem kto wchodzi. Nie obchodzi mnie to.

środa, 18 marca 2009

* * *

"- Czy ta twarz Ci przeszkadza? - spytał Bukowski młodą kobietę. Byli na przyjęciu w Santa Cruz, po dobroczynnym wieczorku literackim [...] - Chodzi mi o to, czy uważasz ją za odrażającą - dodał dotykając kartoflowatego nosa i przypominającej owsiankę skóry.

- Nie - odpowiedziała ostrożnie. - Myślę, że człowieka należy sądzić po jego wnętrzu.

- Bardzo dobrze - powiedział. - Chodźmy się zatem pieprzyć."

Charles Bukowski: W ramionach szalonego życia.